GALERIA    "DNIEPR"
Tak wyglądał zaraz po zakupie. Pomimo faktu, że przywiozłem 
go w styczniu, temperatura oscylowała w granicach 30 stopni 
poniżej zera a pokrywa śniegu sięgała pół metra...  po prostu
nie mogłem oprzeć się pokusie kilku "próbnych" jazd...
Tak zaś wygląda obecnie... Według mnie jakby troszkę lepiej po "podszlifowaniu", ale... de 
gustibus not disputandum est...    Raz  jeszcze   chciałbym złożyć ogromne podziękowania 
Pawłowi i Leszkowi z Dubiecka,  bez  których  wydatnej, solidnej  i  rzetelnej pomocy ten 
przepiękny   pomnik  radzieckiej   myśli  technicznej  nigdy  nie  miałby  okazji  straszyć 
niewinnych kierowców na drogach podkarpacia.  
Powrót do
strony głównej
Powrót do 
strony głównej
Początek nowego sezonu 2005 !!!
Rok 2007   (dwatysiąceszósty gdzieś mi wcięło...)

   Z przyjemnością donoszę, że Dniepr staje się powoli lokalną atrakcją turystyczną. Już kilkakrotnie zdarzyło mi 
się organizować "wycieczki krajoznawcze" dla żądnych egzotyki turystów. W sierpniu zaś - z okazji ślubu pewnej 
uroczej Dubiecczanki - motocykl zagrał główną rolę podczas organizowania "bramy" dla Państwa Młodych.
   Do zorganizowania bramy mającej na celu zatrzymanie korowodu weselnego, porwanie Panny Młodej i 
uchronienie jej przed niewątpliwie okrutnym losem wydzielone zostały siły i środki w postaci zmotoryzowanego, 
trzyosobowego patrolu dalekiego zwiadu, uzbrojonego w motocykl marki Dniepr, jeden pistolet Walther PPK na 
wodę oraz dwa - zdobyte na miejscowych przedszkolakach pistolety maszynowe MP-40 na plastikowe kulki...
   Niestety, pomimo znakomitej organizacji, starannego planowania i niewątpliwej brawury zwiadowców akcja 
zakończyła się częściowym tylko sukcesem: Panna Młoda bowiem - choć początkowo znalazła się w rękach patrolu 
- to jednak szybko została wykupiona przy pomocy tradycyjnego w takich sytuacjach środka płatniczego :-))) i już 
bez perturbacji dotarła przed ołtarz.
   Zarówno Państwo Młodzi jak i Ich Rodzina i Przyjaciele - jeszcze przed dniem ślubu mieli okazję skorzystać ze 
zorganizowanej przy pomocy motocykla wycieczki w okoliczne plenery. Tym samym Dniepr nabrał sławy 
międzynarodowej, albowiem szczęśliwym Panem Młodym okazał się być obywatel 
Imperium Romanum. Jak widać 
na załączonych zdjęciach Szlak Bursztynowy funkcjonuje do dziś - choć to wcale nie bursztyn okazuje się tym 
najcenniejszym, co można u nas zdobyć... ;-)
W tym roku pojawiła się też w stajni młoda klaczka... Co prawda skończyła właśnie dwadzieścia lat, ale - co widać na 
poniższych zdjęciach - wiek nie odcisnął na niej swego piętna. Cesia ma przejechane oryginalnie 2300 kilometrów, 
dostałem ją w prezencie od mojego Teścia (jeszcze raz dzięki, Ziutek!), który nabył ją "w salonie" w roku 1987, chwilę 
pojeździł a następnie odstawił do stodoły, przykrył plandeką... i zapomniał. W bocznych schowkach znalazłem oryginalny, 
fabryczny,  nigdy nie używany komplet kluczy oraz zestaw łatek do dętek z instrukcją obsługi i pieczątką sklepu również z 
1987 roku. Ze względu na dość długi przestój :-) motorek podlega obecnie dokładnemu przeglądowi, wymieniane są 
pierścienie oraz zimmeringi silnika. Oczywiście smarowanie gdzie trzeba, nowy akumulator i - jeszcze raz wymiana 
pokrowca siedzenia na jakiś przyzwoity - ponieważ ten widoczny na zdjęciach, a zakupiony na Allegro za 25 złotych okazał
 się (pomimo zapewnień sprzedawcy) absolutną, niedopasowaną tandetą...
Mam nadzieję, że już na wiosnę 2008 Cesia znajdzie się w Krakowie, gdzie doskonale sprawdzi się na wiecznie 
zakorkowanych ulicach, będzie ekonomiczną alternatywą dla samochodu oraz wyzwaniem dla śmiesznych plastikowych 
skuterków...
Rok 2008

Z prawdziwym żalem pożegnałem właśnie CZ-kę - mam nadzieję, że nowy właściciel będzie miał równie dużo pozytywnych wrażeń z 
jazdy co ja... rozstanie było ciężkie, niemniej postęp wymaga ofiar :-) Zakochałem się bez pamięci w pewnej ślicznotce urodzonej w 
Bawarii zaś na utrzymanie trzech motocykli jeszcze mnie nie stać. Co prawda żadna z monachijskich piekości nie wie jeszcze, że 
przyjdzie jej wyemigrować do Polski, niemniej fundusze uzyskane ze sprzedaży CZ-ki znacznie to wydarzenie przybliżają... jak tylko 
nowa klaczka ze znakiem śmigła na baku pojawi się w garażu - nie omieszkam się pochwalić.


Tymczasem Dniepr nadal pełni swą trudną i ciężką służbę na drogach i bezdrożach podkarpacia. Ostatnio wraz z moim synem 
wybrałem się odwiedzić rodzinę do odległej o około 35 kilometrów Rokietnicy. Trasa w jedną stronę biegła przez Hucisko 
Nienadowskie i Jodłówkę, z powrotem zaś przez Helusz. Kto zna okolicę, ten wie jak ciekawy to teren do pokonania motorem - ten 
zaś  jak zwykle sprawował się bez zarzutu...
W drugiej połowie sierpnia - poza ponowną trasą Dubiecko - Rokietnica - Dubiecko zorganizowałem (głównie z myślą o moim synu, 
choć nie ukrywam, że sam też miałem z tego wiele radości) trzy dłuższe wycieczki:
1. Do Przemyśla przez Krasiczyn;
2. Po trasie Dubiecko - Jawornik Polski - Przeworsk - Łańcut - Błażowa - Dynów - Dubiecko;
3. Oraz tę najpiękniejszą, zaplanowaną jeszcze w ubiegłym roku: Dubiecko - Iskań - Bircza - Lesko - Tarnawa - Baligród - Polańczyk - 
Solina - Myczkowce - Uherce Mineralne - Lesko - Sanok - Grabownica - Dynów - Dubiecko.

Fotografie z tych, jak i innych przejazdów - poniżej.
No i wreszcie jest :-))) Moja własna, niepowtarzalna, zaledwie dwudziestodwuletnia bawarska ślicznotka przyjechała w 
pierwszych dniach grudnia do Polski... Po widoczną na zdjęciach poniżej dziewczynkę wybrałem się osobiście aż w 
okolice Ramstein koło Kaiserslautern. Panna prowadzi się nienagannie, jej wyglad jest wręcz klasycznie nieskazitelny, 
rozgrzewa się szybko a przy tym ma swój charakterek...
Rok 2009

Co prawda może trochę późno, bo już maj - ale wreszcie oba motocykle przygotowane do sezonu. O ile Dniepr nie wymagał większego 
wkładu finansowego (poza zakupem akumulatora) to jak widać na poniższych zdjęciach BMW zmieniło się bardzo. Oczywiście od razu widać 
zmianę koloru, ale inne są też kierunkowskazy, opony zmienione na nowiutkie Metzelery, silnik przeszedł dokladną obsługę i regulację; 
wymieniony też został olej w amortyzatorach i zespole napędowym, wymiany wymagały też łożyska główki ramy - o czym zresztą wiedziałem 
jeszcze przed zakupem motocykla....
Również układ wydechowy wymagał pewnego "szlifu" - ale to już prace bardziej kosmetyczne.

W planach malowanie szparunków i oznaczeń modelu, zmiana pokryw zaworow na te od R71, jakaś szybka z przodu i jakieś kufry z tyłu ;-)